Znowu przyszło mi płakać


Wszystko było pięknie, szło idealnie, aż tu nagle jedna kłótnia, wszystko się spieprzyło, nagle brak zgodności charakterów…

Ja już niestety to przechodziłam, ale wtedy to do mnie dotarło, po 3 miesiącach, teraz do mojego „chłopaka” dotarło to po prawie 3 latach  (w marcu mieliśmy obchodzić całkiem fajną już rocznicę) - kupa czasu, sporo wspomnień, sporo planów (https://www.youtube.com/watch?v=wPOGjpiadlk), zarezerwowane już wspólne wakacje, nasi rodzice też już mają zarezerwowane wspólne wakacje, ale co? Dupa blada, bo trzeba to wszystko odwołać – tzn. rodzice niech sobie lecą, przecież ich to nie dotknęło, aż tak mocno – to przecież ja jestem naiwna, głupia  i furiatka, tylko cholera mnie bierze, bo naprawdę mi zależało na tym, aby to wszystko jakoś trwało.

 

Co byście zrobili? Niby dowiedziałam się, że potrzebuje więcej czasu by to przemyśleć, a ja mam się zająć sesją, bo nie mam tego zawalić – szkoda, że szybciej o tym nie pomyślał, za nim nie powiedział, że nie wie co z tym dalej będzie….

hekto litry łez już wylałam od wczoraj, bo naprawdę nie wiem o co chodzi – chciałabym tak naprawdę dowiedzieć się o co chodzi…, ale może to za dużo…, może nie zasługuję na to by raz a dobrze zapomnieć o tym co się stało… Nie wiem, jestem tak rozbita, że tak naprawdę nie wiem czego chcę, wiem jedno, że jestem totalnie rozbita, bo nie wiem czy chcę teraz, aby mi powiedział, że będzie, tak jak kiedyś? – bo już nie będzie, bo rysa zostaje, a z drugiej zbyt dobrze mi było z nim, żeby z tego tak łatwo zrezygnować

No i po maturach i czas na zasłużone wakacje! :D

10 miesięcy męki, ale opłaciło się! :), przyszedł czas na najdłuższe wakacje.

Mam już za sobą pierwszą pracę. Nie obyło się oczywiście bez niemiłych wrażeń… W naszym kraju jest miliard firm, które próbują oszukać młodych ludzi… Mi na szczęście udało się dostać moje wynagrodzenie, ale FIRMA MO-RATH powinna przestać istnieć! Banda oszustów!

Ale wracając do życzy miłych – od wtorku będę się opalała na ciepłej Ibizie :). Dość tej brzydkiej poznańskiej pogody (chociaż nie mogę narzekać, aż tak mocno – weekend był piękny :)).

Chodzenie na siłownie się też opłaca! :D Red-Fitness, a szczególnie Pani Sylwia prowadzi super zajęcia – Red- Shape :), wczoraj myślałam, że się po nich nie ruszę, ale i tak byłam zadowolona – tak rozruszana to już dawna nie byłam – chyba ostatni raz na w-fie w marcu :).

2-7 czerwca spędziłam na Mazurach! :D Ale było super – poza momentami, kiedy się fochałam, ale kto się nie focha :P. Ośrodek AZS-u w Wilkasach <3, polecam wszystkim, którzy kochają sport! – 6 kortów tenisowowych, boisko do siatki  i kosza oraz wielkie boisko do nogi! ;) POLECAM! :D

 

Chyba to na razie wsazystko, ale wrócę tu szybciej niż za rok, mam nadzieję, że 1 lipca i opiszę, jak było na Ibizie :D!

Papa!

 

Kilonio, już jestem Twoim gościem od ponad dwóch tygodni :D

Od ponad dwóch tygodni przebywam w niemieckim mieście położonym między dwoma morzami (Północnym i Bałtyckim :D)

Na początku pogoda była paskudna, ciągle padało i tylko pasowała piosenka http://www.youtube.com/watch?v=8bpJ0FDYGS8, ale nie wolno mi teraz narzekać, mam od kilku dni temperaturę przekraczającą 25 stopni :). Prawie codziennie biegam (wczoraj udało mi się bez przerwy już 2 km przebiec :D). W zeszły piątek dołączyła do mnie Fusa :D. Ale fajnie było przez te 5 dni :D. Nie minęły nas jednak niemiłe maile i małe sprzeczki, ale za to zaczęłam korespondencję z naszym wspólnym kolegą (właściwie Fusa ją zaczęła, a ja tylko potrzymuję ją :P).

Z Fusą byłyśmy na drugiej stronie Kilonii :D, ale było spoko, złapał nas deszcz. Skryłyśmy się w takiej małej kawiarence. Przed nami stał dość wysoki pan, jak odezwał się do żony to byłyśmy pewne,  że to Polak, więc się przywitałyśmy – niestety gościu spojrzał się na nas jak na nienormalne, bo okazało się, że jest Czechem :D. Potem poszłyśmy do toalety, do której trzeba było przejść przez taką salę, ogólnie luz, tyle,  że jak wyszłyśmy z tej toalety to nagle się okazało, że tam ludzie tańczą TANGO i był problem jak się z tamtąd wydostać, ale DAŁYŚMY DZIELNIE RADĘ :D.

Ogólnie mnóstwo przygód i wrażeń :D. Idę jeszcze korzystać z pięknej pogody :D

P.S. Jeszcze tu wrócę, nie wiem tylko kiedy :D

Koparka

Wczoraj byłam na świetnej osiemnasce :D, pierwszy raz w życiu siedziałam w koparce :D, jej, ale była zabawa. Tylko smar był beznadziejny, ale wspomnienia są cudne :P, muszę to kiedyś powtórzyć :)

image

Perun to prawdziwy piorun…

Mój Kochany szczeniak to chyba  w niektórych momentach kara za moje grzechy.
Siedziałam przy stole, oczywiście mądra ja przyzwyczajona do tego, że mam grzecznego psa, zdjęłam papcie pod stołem. Tak btw. ten który wymyślił papcie to powinien za to wisieć, to jest obuwie, którego nie potrafię znieść, a rodzice mi każą je nosić „bo od stóp najłatwiej się przeziębić”- Tia…. Dobra wracam do tego Pioruna, liczyłam ładnie zadanie z matmy, trochę chyba za mocno się wciągnęłam w nie i nie zauważyłam, że ten mały pimpek mi papcie zakosił i obgryzł, dokładnie 2 minuty… Nigdy więcej nie spuszczę go z oczu, bo to jest takie małe a takie wredne (właściwie już to gdzieś słyszałam :D, chyba nawet pamiętam, że FUSA mi to powiedziała na wczorajszym wf-ie, ale ja aż TAK wredna nie jestem, te papcie dostałam raptem tydzień temu
….)
Także mój szczeniak od jutra zobaczy co to znaczy obgryźć MOJE PAPCIE.

Reszta dni w Muszynie :D

Nie wiem czy zdarzyło się coś jeszcze mega ciekawego, co można by opisać :D, ogólnie poznałam parę osób na nowo :D, nie zawsze uważam to za jakąś dobrą rzecz :/, ale już od teraz wiem, że ufa się tylko najbliższym przyjaciołom i kumplom, z resztą chyba nie tylko ja po tej szkole zimowej do takich wniosków doszłam. Ogólnie szkoła zimowa mocno zmieniła moje życie, na początku nie chciałam tam jechać i pewnie wtedy nie odważyłabym się na zakończenie swojego związku. Po drugie nie poznałabym mega spoko chłopaka, ale ta znajomość nie była zbyt łatwa :p, żeby dowiedzieć się jak ma na imię to musiałam słuchać 5 historii z życia siostry, mojej współlokatorki :D, ale się udało :P, może szpiegiem nie zostanę, bo z taką szybkością zdobywania danych to jedną sprawę bym przez 20 lat prowadziła, ale zdobyłam i to się liczy :D, na początku byłam mega zadowolona, że w końcu znalazłam jakiegoś spoko kumpla, z którym się świetnie pisze, gada i ogólnie lubi te same sporty co ja (i zaskakuje mnie podobieństwem do mnie :p). W poniedziałek śmiesznie się grało w siatkówkę :D, zamiast siatki były bramki od piłki nożnej :D, kreatywność nasza nie ma granic, z resztą w piątek też graliśmy piłką, która była dziurawa i co akcję trzeba było ją pompować, także wrażenia są fajne :p. AAA! W środę był najlepszy spacer :D, byliśmy na Słowacji i takiego Pana Mikołaja, ten człowiek jest mega spoko :D, ogólnie to poznaliśmy też Babuszkę, otworzyła nam ona kościół, ten kościół będę miała długo w pamięci, teoretycznie mega mały, ale było tam tyle rzeczy, ale miało to swój smak :D. A i jeszcze pies Pana Mikołaja, który w zeszłym roku mnie podlał, myśląc pewnie, że urosnę, ale w tym roku Bojar był już dużym psem tak pięknym, że można się zakochać od razu :D, no chociaż do Peruna i Seta mu daleko. Koniec opisywania zimowej szkoły, chyba, że przypomni mi się coś jeszcze ciekawego :D

 

P.S. Tą zimową szkołę będę wspominać bardzo dobrze chyba do końca życia :)

wpid-DSC_0059.JPG

Dzień 3, 2 marca :D

Wstałam przed 6, bo trzeba było się szybko wygrzebać z łóżka ze względu na to, że msza była o 6:30 :D. Jak się skończyła msza to miałam z Baryłą i Heniem jeszcze 1h do śniadania :D, pamiętam teraz tylko tyle, że chyba 30 min przed śniadaniem wszyscy spędziliśmy razem słuchając muzyki :D. Ogólnie nie ogarnęłam wtedy w ogóle planu tego dnia, co mam zrobić i co będziemy z Dolores robili tego dnia :p. Spacer musiał być mało ciekawy, bo nawet nie pamiętam dokąd był :D, chociaż nie chwila, drugiego dnia szliśmy z Panią Beczek (Stępień) na jakąś górkę :p ogólnie całkiem spoko :D, mega lightowy :D, zero przemęczania się :D.

image

Jednak jak szliśmy na tą górkę to pani profesor miała jakąś dziwną wizję, że lasek w Muszynie pasuje do lasów z horrorów i zaczęła wymyślać, jakieś historie, wiem tylko tyle, że ja byłam myszą w jej opowieści, Baryła był skorpionem :P. Po prostu cuda na kiju.
Dobra, wróciliśmy bardzo szybko do ośrodka, a zaraz po obiedzie poszliśmy ustalać plan działania na zakończenie roku maturzystów :D, dostaną oni Złotego Adama ( każdy z czegoś w czym jest dobry :p), ogólnie to w kategorii najlepszy podryw ekosu, nagrodę miał dostać Szymuś, ale Dolores nie podzieliła naszego zdania, że „Ty Wera, ja nie pies, żebym na kości leciał” to podryw stulecia :P i nie pozwoliła nam dać w tej kategorii nagrody :(. Krzysiu dostanie nagrodę za najlepsze kopiowanie Jasia :P, całkiem mu to nieźle wychodzi, nie licząc tego, że nawet się nie starał naśladować Jasia :p.
W końcu wymyśliliśmy dla wszystkich dziedzinę, w której dostaną „Złotego Tomaszczyka”
Potem to już od 18:30 byłam cały czas przy stole ping pongowym, więc nie bardzo mam pojęcie co się działo na górze w moim pokoju, ale nadal mam nadzieję, że ta grzeczna część mojej klasy nic tam nie zrobiła złego :P.
Wracając do ping ponga, na początku grałam 20 min z Karoliną, ale doszli do nas jeszcze chłopcy z mojej klasy i zaczęliśmy grać w bieganego :P. Potem jeszcze jakiś chłopak się do nas dołączył, ogólnie wszyscy wiedzieli kto to, ale ja nie znam absolwentów ekosu zbyt dobrze i jakoś tak mimo tego, że mieliśmy sojusz, że wszystkich usuwamy z gry i zostajemy w finale, to było śmiesznie, bo nie miałam pojęcia jak ma na imię :P, tak wiem, to było bardzo mądre gadać i mieć sojusz z człowiekiem, którego kompletnie się nie znało, chociaż znanie się to pół biedy, ja bladego pojęcia nie miałam dlaczego on znami w ogóle chce grać, byliśmy w końcu trochę od niego młodsi ( na początku myślałam, że tak koło 3 lat jest różnicy, ale o jego wiek to od razu się zapytałam :p, jakoś pytanie o imię chyba było dla mnie za trudne :D). Tego dnia jeszcze nieźle się z Przedszkolakiem pokłóciłam, o to, że mi nie ufa i że nie może mi niczego zabronić :D, ogólnie to twarde miałam zasady :D, nie ma zazdrości i braku zaufania :P, a jak tego się nie rozumie to out. Ogólnie wytłumaczyliśmy to sobie, ale chyba na długo to nie zadziałało, bo ledwo wróciłam z powrotem do gry i znowu zaczęły się sceny zazdrości, grrr …graliśmy w ping ponga do 21:40, a potem poszliśmy na górę wszyscy, gdzie połowa klasy grała w twistera :D

A potem to już nie pamiętam, bo poszłam spać i teraz dokładnie to samo idę zrobić :).